To było najgorsze zakończenie roku, jakie w życiu przeżyłam. Chociaż sam rok 2014 zaliczam do najbardziej udanych w moim długim i barwnym życiu, to jego finał nie był z pewnością wisienką na torcie. A jeśli była to wisienka, to na pewno nie o takim smaku, jakiego po owocu można się spodziewać.

Zupełnie z zaskoczenia zmarła moja ukochana Babcia – w ostatnim dniu roku, chwilę po południu. Zjadła swój ostatni posiłek i po prosu przestała oddychać. Właściwie mogłabym opisywać tu żal całej rodziny, ale istotniejsze jest to, co wydarzyło się potem i do jakich przemyśleń mnie to skłoniło.

Otóż kilka godzin po śmierci Babci, po pierwszym szoku, kondolencjach, które nadchodziły zewsząd, otrzymaliśmy MMSa. Był to MMS od mojej przyjaciółki, która kilka miesięcy temu zaszła w ciążę. Właśnie wyszła od lekarza, miała „widzenie” z maleństwem. MMS, którego otrzymaliśmy był zatytułowany „Kinder – niespodzianka”, zawierał zdjęcie USG. Na zdjęciu, standardowo, widniał obrazek dzieciątka w brzuchu, tyle że nie jednego, a dwojga. Ania i Krzyś będą mieli bliźniaki – choć w ich rodzinie taki przypadek się nie zdarzył i nikt nie mógł przewidzieć, że tak się może stać. Rodzice oczywiście przeszczęśliwi, a ja pomyślałam wtedy o przewrotności życia. Jedno się kończy, a w to miejsce niemalże natychmiast powstaje drugie. Pomyślałam, że to oczywisty znak, że nie mogę zatrzymać się w miejscu i użalać się nad sobą i swoją rodziną, bo przecież świat idzie do przodu. Nie mogę siedzieć i płakać, udawać że nie ma Sylwestra i zrezygnować z noworocznych postanowień, bo ostatnie godziny wręcz zobowiązują mnie do tego, by iść dalej i realizować swoje marzenia.

„Babci nie ma już z nami, ale wierzę że teraz będzie miała jeszcze większą możliwość pomocy nam. Będzie nas pilnować” – przeczytałam w smsie od Brata.

Ktoś mógłby powiedzieć, że to przypadek, że umiera Babcia i natychmiast otrzymuję informację o tym, że tak blisko mnie powstaje nowe życie, przecież tak się zdarza. Ale nie był to koniec słodko-gorzkich doświadczeń końca starego i początku Nowego Roku.

Dzisiaj, czyli w pierwszym dniu Nowego Roku tuż po południu otrzymałam telefon z informacją, że zmarł właśnie mój dziadek. Właściwie od kilku dni czekaliśmy na tę wiadomość, bo jego stan był bardzo zły i lekarze nie dawali nadziei. I stało się. Sama nie wiem, jak opisać to, co się w takiej sytuacji czuje. Ale znowu wydarzyło się coś, co w tym zalewie złych informacji, pokazuje jak przewrotne jest życie. Właściwie chwilę po telefonie o śmierci dziadka, otrzymujemy informację, że dzisiaj przyszło na świat dzieciątko Kuzyna. Nie widzieliśmy się od dawna, ale ta informacja dotarła do nas lotem błyskawicy.

I po raz kolejny próbujemy okiełznać te sprzeczne uczucia, które się w nas lęgną. Bo niby czujemy się fatalnie, świat się wali, a z drugiej strony zaczyna się coś nowego, pięknego, co dostarczy kolejnych emocji – może dobrych, może złych. Na pewno cennych.

„Bo każdy początek to przecież ciąg dalszy. A księga zawsze otwarta w połowie” – pisała Wisława Szymborska.

Skoro więc jesteśmy w trakcie naszej drogi, musimy zaplanować kolejny rok. Usiedliśmy i spisaliśmy nasze cele i marzenia. Rozpisaliśmy w dokładnością miesiąca co i jak chcemy zrealizować. Stworzyliśmy mapę marzeń, które będziemy realizować krok po kroku.

„Chcę się nauczyć angielskiego, żeby dogadać się jak pojadę do Anglii na ferie. Chcę jechać do Warszawy w lipcu na koncert Violetty. Chcę nauczyć Lenę pisać” – to kilka zamierzeń Zuzanny.

„Chcę zobaczyć prawdziwą Elsę, Annę i Olafa w Disneylandzie –  w wakacje. Chcę zwiedzić Warszawę i mieć nowe buty na obcasach” – o tym marzy Lena – moja młodsza córka.

I wszystko jest do ogarnięcia. Moje cele są rozpisane na kolejne miesiące. Zrobiłam to tak, jak radzi Mateusz Grzesiak: „Zapisz, skonkretyzuj, maksymalnie uszczegółowiaj. Bądź precyzyjny. Odpowiedz na te pytania: Co konkretnie chcesz osiągnąć? Do kiedy? Po czym poznam, że to osiągnąłem? Jak to osiągnę? Jakie zasoby są mi potrzebne, by to osiągnąć? Kiedy konkretnie będę to robił? Gdzie konkretnie będę to robił? Z jakich zachowań zrezygnuję, aby to osiągnąć? Na jakie etapy podzielę mój cel? Zapisz bardzo wyraźnie. Niech Twój mózg zapamięta ten moment. Opowiedz o zaplanowanych celach swoim bliskim – to Cię przybliży do osiągnięcia celu”

Trochę się tych marzeń uzbierało – na każdy kolejny miesiąc. Będę miała pełne ręce roboty, nie będę miała zbyt wiele czasu na nic-nie-robienie, ale dzięki temu, kiedy będę rozliczać rok 2015, będę mogła powiedzieć: „Tak chciałam – zaplanowałam – zrobiłam. Jestem w tym miejscu, w którym chcę być”.

Potem, kiedy już wszystko rozpisałam, obejrzałam noworoczne wystąpienie jeszcze jednego szaleńca motywacyjnego – Michała Wawrzyniaka:

Cel mega-ambitny? Taki, który wydaje mi się nieosiągalny? Proszę bardzo. Mam.

Teraz pozostaje tylko czekać na realizację i na to, co przyniesie mega pozytywny rok 2015.

Babcia i Dziadek mi pomogą.

Wam też radzę zaplanowanie sobie Nowego Roku – bo będzie inny niż wszystkie pozostałe. Przestańcie narzekać na niepowodzenia i smutki, zaciśnijcie pośladki i niech zwycięży Wasza pozytywna natura.

Tego w Nowym, 2015 roku Wam życzę.

Jaśko

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here